Kalendarz Festiwalu

Pn 7 14 21 28
Wt 1 8 15 22 29
Śr 2 9 16 23 30
Cz 3 10 17 24
Pt 4 11 18 25
So 5 12 19 26
Nd 6 13 20 27
Pn 5 12 19 26
Wt 6 13 20 27
Śr 7 14 21 28
Cz 1 8 15 22 29
Pt 2 9 16 23 30
So 3 10 17 24 31
Nd 4 11 18 25
Strona główna \ O Festiwalu \ Media o nas
 
Główny sponsor
Żywiec
Poznań
Newsletter
  
Przewodnik uczestnika
Przewodnik uczestnika maltafestival poznań 2010 więcej
Facebook - Udostępnij Twitter - Udostępnij Blip - Udostępnij Flaker

Media o nas

maltafestival poznań 2010

Random Scream - Assasins

Nawet jednak jeśli sposób przedstawienia problemu wydaje się zbyt musicalowy, to nie zmienia to faktu, że spektakl był doskonale zagrany i zaśpiewany, a jego wykonawcy to mistrzowie, których oglądało się i słuchało z ogromna przyjemnością, nawet jeśli nie do końca zgadzało się z postawionymi przez nich tezami. Na uwagę zasługuje tez scenografia: oszczędna, zupełnie nie musicalowa, jednak świetna, a przede wszystkim niezwykle przekonująca. Dobre głosy i doskonała gra to atuty tego spektaklu. A treść pozwala nam przynajmniej choć trochę poznać amerykański sposób myślenia. A to też jest cenna nauka.

27.06.2010  - mmpoznań

Alain PlatelOut of context – for Pina

Tu nie ma miejsca na udawanie, na markowanie. Ruch sprawia wyraźny ból i cierpienie. Ruch sprawi im także radość i przyjemność. Tancerze są w tym ruchu prawdziwi. Oczarowali mnie niebywałą techniką i perfekcją. Świadomość i precyzja ruchu - wierzę - idzie w parze z emocjami. W trakcie oglądania spektaklu przypomniał mi się wiersz Wisławy Szymborskiej: „Konkurs piękności męskiej", w którym noblistka na pozór opisuje i kpi z konkursu kulturystycznego, by dojść do konstatacji, że w odróżnieniu od antyku – gdzie dbano o konkretny rozwój ciała i ducha, w czasach nam współczesnych ciało staje się ważniejsze... Tancerze skończyli, ubrali się i wyszli.

27.06.2010 – Stefan Drajewski – Głos Wielkopolski

BerlinBonanza

Oglądając "Bonanze" przypomina się stary już dowcip, w którym wiekowy profesor egzaminuje kandydatkę na studia pochodząca z Bieszczad. Po krótkiej rozmowie, w której okazuje sie, ze owa studentka nic nie wie o aktualnej sytuacji politycznej w kraju, profesor zadaje samemu sobie pytanie: a może tak to wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady? Jak widać, Amerykanie tez maja swoje Bieszczady.

27.06.2010 - Krzysztof Nowicki – mmpoznań

Abattoir Ferme - Tourniquet

Swastyka, naznaczenie, upadek, pochówek i umycie rąk przez jednego z aktorów – sztuka wystawiana przez teatr Abattoir Fermé pełna jest symboli. Całość jest bardzo wizualna i pod tym względem niezwykle wyrazista.

27.06.2010 – Krzysztof Nowicki – mmpoznań

Needcopmany – Sad face / happy face

Aktorzy Needcompany są do bólu prawdziwi, niczego nie udają, bo są perfekcyjnie wykształceni. Ani na chwilę nie zastanawiają się nad techniką, tylko jej używają, by kreować świat. A ten jest z jednej strony bardzo realny, osadzony w rzeczywistości XX i początków XXI wieku, dotkliwy, momentami dojmujący wręcz, ale też lekko zmetaforyzowany, niedopowiedziany, upoetyczniony, chwilami uniesiony kilka centymetrów nad ziemią. Ten sceniczny świat jest tak samo słodko-gorzki jak ten za oknem. Aktorzy wnoszą do niego pamięć kulturową i społeczną kultur i narodów, z których się wywodzą, co czyni go jeszcze bardziej skomplikowanym. Wnoszą też dystans, bez którego można by zwariować.

29-06-2010 Stefan Drajewski, Głos Wielkopolski

Pasaż kultury jest ok

Dzięki pasażowym koncertom, dzięki projektowi Silent Disco poznański rynek staje się automatycznie o kilka rzędów wartości atrakcyjniejszy, bardziej kolorowy, nieprzewidywalny, a nawet - co tam – europejski.

29-06-2010 Michał danielewski, Gazeta Wyborcza- Poznań

Na rynek, na szubienicę z nim!

"Arquiem" to drugi spektakl angielskiego teatru Periplum, który mogliśmy oglądać na tegorocznej Malcie. Pierwszy - "The Bell" na pl. Wolności - pokazał, ze grupa potrafi tworzyć atrakcyjne wizualnie widowiska. "Arquiem" tez nie brakowało efektowności. Aktorzy po mistrzowsku zawłaszczyli dla siebie i swojej publiczności ul. Wroniecką i pół Starego Rynku, sprawnie wiedli za sobą tłumy z miejsca na miejsce. Mówili wierszem, miejscami naprawdę zabawnym i z dużo większym sensem niż w "The Bell".

29-06-2010 Michał Wybieralski, Gazeta Wyborcza – Poznań

Jan Fabre – Another sleepu dusty delta day

Nie podobała mi się warstwa tekstowa: Fabre zagadał nas. Nie podobał mi się ruch. Twórca, który uchodzi za choreografa eksperymentatora, nie pokazał w tym solo niczego nowego, czego gdzieś już kiedyś nie widziałem. Nie podobały mi się również pomysły teatralne: widziałem już w teatrze wiele razy jak aktorzy i aktorki wsadzali w majtki różne rzeczy i zwykle wzbudzali śmieszność. Z podziwem natomiast patrzyłem na Artemis Stavridi, która perfekcyjnie zrealizowała pomysły autora spektaklu. Profesjonalizm najwyższych lotów, ale zdaje się, że poza wykonaniem zadań nie miała zbyt wiele do powiedzenia od siebie, a jeśli nawet, to Jan Fabre i tak by jej nie posłuchał.

30-06-2010, Stefan Drajewski, Głos Wielkopolski – Poznań

CARMEN I PIERRE - KTO PRZYJECHAŁ NA MALTE

Goście z zagranicy chętnie rozmawiają z nami o festiwalu. Carmen z Madrytu (jaskrawa sukienka, pióra we włosach), od jakiegoś czasu intensywnie podróżuje po całej Europie. Skorzystała z portalu Couch Surfing: - Przed przyjazdem do Poznania sprawdziłam w Internecie, co dzieje się w mieście. Tak dowiedziałam się o Malcie. Wciągnęło mnie.

W Starej Rzeźni rozmawiamy z Pierrem z Francji (ubrany swobodnie, uśmiech od ucha do ucha): - Od znajomych z Polski słyszałam o festiwalu Malta. Interesuje się teatrem i tropie ciekawe wydarzenia w całej Europie. Malta mnie nie zawiodła.

Samotnie siedzący przy stoliku John, muzyk z Anglii, jest na Malcie po raz pierwszy i, jak zapowiada, nie ostatni. Spotykamy go w Pasażu Kultury. - Nigdzie się stad nie ruszam - mówi. - Dobre piwo i darmowe koncerty. Kocham Poznań!

30-06-2010, Edyta Seweryn, Aleksandra Olejnik, Gazeta Wyborcza – Poznań

Compagnie de paso – Un horizonte cuadrado

W spektaklu Chilijczyków widać było wyraźnie, że powiązanie cyrku z baletem to naprawdę karkołomna sztuka, częstokroć ograniczająca (ryzykujących przecież upadek z dużej wysokości) artystów w wyrażaniu uczuć. Tylko kilka scen zostało zagranychna tyle przekonująco, by ich przesłanie przyćmiło podziw dla akrobatycznej strony widowiska. Choć całe wydarzenie trwało tylko godzinę, sporo widzów opuściło park przed zakończeniem spektaklu, nie mając cierpliwości do ewidentnych dłużyzn i dziur w powyższej narracji. Ale ci, którzy zostali do końca, długo wyrażali swój zachwyt i podziw dla baletmistrzów, którzy musieli się obyć bez stabilnych desek sceny. Duża część braw była zapewne przeznaczona dla trójki grających na żywo muzyków, tworzących intrygujące, postrockowe tło dla tej uniwersalnej opowieści.

01-07-2010. Marcin Kostaszuk, Głos Wielkopolski

Teatro due mondi - Orient

Z wielką przyjemnością dałem się porwać tłumowi, który patrzy na artystów z zadziwieniem, zaskoczeniem, poddaje się emocjom... Przejmująca była scena, kiedy matka z dzieckiem w wózku patrzy, jak siepacze satrapy traktują matkę z niemowlęciem na ręku. Widać, że taki teatr na festiwalu jest ciągle potrzebny. Podobnie jak Periplum, którego spektakle od strony artystycznej i warsztatowej wcale mnie nie oczarowały, ale oddziaływały na tłum, zwłaszcza akcja „Arąuiem", która zaczęła się koło synagogi, a zakończyła przed ratuszem. Będąc w tym tłumie, czuje się wspólnotę.

01-07-2010, Stefan Drajewski, Głos Wielkopolski

Ondadurto Teatro, Felliniana

Spektakl jest jednym wielkim cytatem z Felliniego. Z całym panteonem bohaterów: jest Gelsomina z „La strady" -jednego z najważniejszych i najbardziej wzruszających filmów w historii kina. Jest gwiazda filmowa Sylvia ze „Słodkiego życia". Są postacie z „Amarcordu", „A statek płynie" i „8 i pół". Jest też specyficzny klimat tych filmów. Obrazy czarno – białe i pierwsze robione w kolorach. I jest genialna muzyka Nino Roty, który współpracował z Fellinimprzez wiele lat, tworząc ścieżki dźwiękowe do najgłośniejszych jego obrazów. W spektaklu na pl.Wolności na żywo wykonuje ją kameralny zespół. To zdecydowanie jeden z największych atutów „Felliniany”.

03-07-2010, Gazeta Wyborcza Poznań, Sylwia Wilczak

„Felliniana" nawiązują nie wprost do poszczególnych filmów czy scen, chociaż niektóre są wręcz przetworzonymi na język teatru ulicznego cytatami (np. kąpiel w fontannie di Trevi). Artyści zbudowali własną opowieść, w której bohaterowie, a właściwie często ich duchy z takich filmów jak „Słodkie życie", „La strada, „Miasto kobiet" czy „Ginger i Fred" próbują na nowo się spotkać, porozumieć, przeżyć jeszcze raz miłość. Bo obojętnie jaki film kręcił Fellini, zawsze to uczucie było siłą sprawczą. Artyści z Ondadurto Teatro są mistrzami poetyckiego pejzażu, tworząc go prostymi środkami i muzyką graną na żywo. Potrafią też łączyć nostalgię z zabawą, powagę ze śmiechem...

03-07-2010, Głos Wielkopolski, Stefan Drajewski

Kwaad Bloed - Forces

W tym zespole tancerze pod okiem Ugo Dehaesa pracują nad etiudami, które następnie układają na takiej samej zasadzie jak koncert czy play listę. Toteż słabością spektaklu jest z całą pewnością jego dramaturgia. Tak jak podczas koncertu, choreografie bardzo energetyczne następują po spokojniejszych, wolniejszych, solowe po zbiorówkach.. Ale to, co sprawdza się podczas koncertu, niekoniecznie dobrze wypada w teatrze tańca. W poszczególnych numerach tancerze badają możliwości wykorzystania w praktyce prawideł fizyki (to taki konik Dehaesa, który chciał być inżynierem). Czasami wychodzi z tego coś intrygującego, jak choćby solo w otworze sześcianu, kiedy fragmenty korpusu tancerza tworzy zbliżenie jakby na fragmenty rzeźby, natomiast całe ciało przypomina okaleczone rzeźby Mitoraja. Największe wrażenie na publiczności i na mnie również zrobił finał. Dla niego warto było trochę się ponudzić i ponarzekać na brak dramaturgii. Idealne zespolenie myślenia fizyka i choreografa.

03-07-2010, Głos Wielkopolski, Stefan Drajewski

Luk Perceval, The truth about the Keneddys

Reżyser, który do tej pory obrazował mechanizmy władzy, sięgając po tragedie antyczne i szekspirowskie, tym razem udowodnił, że historie na miarę "Orestei" czy "Ryszarda III" rozgrywają się dziś. Żeby się o tym przekonać, wystarczy śledzić media. Dlatego z gazet i prasowych wycinków zbudował główny scenograficzny motyw: zamykające perspektywę sceny gigantyczne archiwum, a jednocześnie ekran, na którym oglądamy fotosy bohaterów. Kto wie, czy nie bardziej wstrząsający od tajemnic wielkiej polityki jest los rodziny ze szczytów władzy. Z dziewięciorga rodzeństwa Kennedych tylko kilkoro nie zginęło i nie uciekało przed szaleństwem w objęcia śmierci. Ofiarą chorób i nałogów padały dzieci i wnukowie. Jakby władza była wyniszczającą chorobą genetyczną. Albo karą zesłaną na tych, którzy chcieli być bogami na ziemi. Wadą spektaklu jest jego ateatralność. Aktorzy przez trzy i pół godziny podają tekst w rytmie karabinu maszynowego, wirując na obrotówce. Myślę jednak, że Perceval działał świadomie. Chciał podkreślić z całą mocą, że to, co pokazuje, nie jest historią ani teatrem, tylko naszym współczesnym życiem. Dlatego ktokolwiek byłby prezydentem, jednego możemy być pewni: całą prawdę o nim poznamy wtedy, kiedy będzie już za późno.

04-07-2010, Rzeczpospolita, Jacek Cieślak

PO MALCIE

Jubileuszowy festiwal rozpadł się na dwa nurty: plenerowy, ludyczny a zarazem darmowy i bardziej hermetyczny, prezentujący teatr flamandzki z zakolem na teatr tańca pokazywany od pięciu lat pod hasłem Stary Browar - Nowy Taniec i drugim zakolem – Nowe Sytuacje. Wybrałem teatr flamandzki i plenery. Nie żałuję. Szkoda tylko, że tak mało było na festiwalu teatru polskiego.

05-07-2010, Głos Wielkopolski, Stefan Drajewski

Lech Raczak jeszcze przed początkiem festiwalu mówił: "Siłą dotychczasowej Malty było to, że -importując to, co najlepsze na świecie - pozostawała głęboko >>prowincjonalna <<, powstawała z myślą o tej konkretnej publiczności. Przez światowość i stołeczność traci coś istotnego." Ta obawa się moim zdaniem potwierdziła. Ale może, jeśli chce się mieć w swoim mieście duży festiwal z europejskimi aspiracjami, z poczuciem, że to już nie jest nasza Malta (cokolwiek miałoby to znaczyć), trzeba się po prostu pogodzić. Ale trzeba też pamiętać, że Malta ciągle jest wydarzeniem unikatowym, a za komfort wybrzydzania jej organizatorom możemy tylko podziękować. Ludzi, którzy do swoich pomysłów przekonaliby nie tylko sponsorów, ale także diabła, naprawdę nie ma wielu. A takim człowiekiem na pewno jest Michał Merczyński. W tym roku najlepszym podsumowaniem festiwalu wydaje się właśnie hasło głównego sponsora Malty - "Najlepsze przed tobą".

04-07-2010, Gazeta Wyborcza – Poznań, Michał Gradowski

 

 

Organizator
maltafundacja